małe i duże 2008.07.20 2008.07.13 2008.06.06 2008.06.01 2008.05.30 2008.05.11 2008.05.01 2008.02.14 2008.01.06 2007.11.18 2007.11.11 2007.10.14 2007.09.17 2007.09.16 2007.08.09 2007.07.01 2007.06.17 2007.06.07 2007.05.13 2007.05.03 2007.03.27 2007.03.25 2007.02.05 2007.01.07 2006.11.01 2006.11.01 2006.10.01 2006.09.15 2006.08.19 2006.07.30 2006.07.23 2006.07.22 2006.07.15 2006.06.24 2006.06.18 2006.06.11 2006.06.10 2006.05.07 2006.04.30 2006.04.23 2006.04.09 2006.02.18 2006.01.29 2006.01.08 2005.12.04 2005.11.11 2005.10.30 2005.10.23 2005.10.09 2005.09.25 2005.09.12 2005.09.12 2005.09.01 2005.08.01 2005.07.24 2005.07.17 Martusia |
Martusia, tak jak my, bardzo lubi podróżować. Widzimy to już teraz, gdy ma zaledwie kilka tygodni! Podoba jej się przebywanie poza domkiem; uwielbia świecące słoneczko, z uśmiechem spogląda na niebieskie niebo i radośnie reaguje na wszystkie dźwięki i zapachy przyrody. Zresztą w taką właśnie ciepłą, pogodną majową noc przyszła na świat. Przez te wszystkie dni, które spędziłyśmy w szpitalu, do okna naszego pokoiku zaglądały promienie słoneczne i docierały powiewy ciepłego wiatru. A jaki piękny miałyśmy widok - widok na pola i łąki - zieleniło się nam i żółciło - rosły trawy i dojrzewał rzepak. Już wtedy, gdy Martusia miała raptem kilka dni, opowiadaliśmy jej o tym, jaki piękny jest świat wiosną, co rośnie i kwitnie o tej porze roku.
Taka też aura dopisała w dzień opuszczenia przez nas szpitala; Martusia dzielnie zniosła swoją pierwszą podróż - podróż samochodem. Pozapinana pasami bezpieczeństwa, smacznie spała w foteliku. Już po dziesięciu dniach od jej narodzin pojechaliśmy na godzinny spacer do parku w Reptach Śląskich. Jak jej podobała się ta wycieczka - głęboko i spokojnie oddychała, oglądając otaczający ją świat. Potem zaczęliśmy uskuteczniać coraz dłuższe spacery - początkowo wspólnie poznawaliśmy piękne miejsca w naszej dzielnicy, a już wkrótce wybraliśmy się do parków w Bytomiu i Świerklańcu, a także do Cieszowej i naszej ulubionej Mikoleski. Każda z tych podróży była dla Martusi (i nie tylko) ciekawym przeżyciem - w Świerklańcu odkryliśmy nowe ścieżki, którymi nigdy wcześniej nie spacerowaliśmy; w Bytomiu zobaczyliśmy piękne rzeźby i zadbane alejki. Codziennie (jeśli tylko pogoda dopisuje) odbywamy z Martusią tradycyjną, południową "małą podróż" - spacerujemy ulicą pełną drzew, mijamy sadzawkę, "Kujawiaka" i zmierzamy do Segietu. Czasami popołudniu ponawiamy tę podróż we troje z obowiązkowym przystankiem pod nazwą "Kujawiak" - wygrzewamy się tam w słoneczku osłonięci gałęziami wierzb, pokazujemy naszej córeczce sadzawkę i opowiadamy o rechocących w niej żabach. Tych podróży - małych i dużych, bliskich i dalekich, segietowych i tatrzańskich, sadzawkowych i morskich będzie - mamy nadzieję - coraz więcej. Bo my sami jesteśmy wielkimi fanami podróżowania. Gdy tylko Martusia trochę nam podrośnie, wsadzimy ją na rower i wspólnie pomkniemy - tak jak to było dotychczas - w siną dal - we troje będziemy poznawać nowe miejsca i podziwiać uroki zmieniających się pór roku. Razem będziemy spacerować po dolinach, zdobywać Tatry i Bieszczady, wdychać bałtycki jod, leżąc na dzikich sosnowych plażach i eksplorować świat - dotrzemy na odległe wyspy i odkryjemy miejsca znane niewielu. |