Zakopane - 25-26.09.2004
To była podróż do Zakopanego u progu jesieni, ale w terminie jednym chyba z ostatnich pozwalających na bezpieczne wędrówki po górach.
Podróż daleka, tym razem tylko we dwoje; podróż urokliwa i czarodziejska.
Dużo czasu zajęły nam internetowe poszukiwania kwaterki (głosy odzywające się w słuchawce telefonu do znudzenia powtarzały to samo zdanie: .nie ma wolnych miejsc. ;-( ). Tylko w jednym przypadku odezwała się niezwykle sympatyczna osoba i wypowiedziała magiczne słowa: "zapraszam Was". A była to właścicielka "Góralskiego Domeczku" - cudnej urody góralskiej chatki, położonej w Murzasichlu, kilka kilometrów od Zakopanego.
Jechaliśmy pełni obaw - czy to możliwe, że - wobec powyższych doświadczeń - udało nam się znaleźć pokoik na jesienny, kilkudniowy pobyt w górach w najbardziej zachęcającym do tego domku i w naszej ulubionej okolicy? Zastanawialiśmy się co się za tym kryje ;-) ?
Rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania - cały dom bowiem, jego otoczenie i wnętrze, był jak z wyśnionej baśni. Położony w środku lasu, na rozległej polance, pachniał świerkiem i sosnami, a jego bardzo długa weranda (mimo nienajlepszej pogody) nie pozwalała na to, żeby szybko przekroczyć jego próg, ale kazała nam stać, stać i podziwiać wszystko to, co na niej się znajdowało. A była to weranda niezwykła - kot tulił się do sierści psa, pies przymilnie gładził łapą kota - a to wszystko działo się wśród wiklinowych dzbanów, koszy wypełnionych tatrzańskimi suszami; rozwieszonych szyszek, gałęzi i słomianych kukieł... i czego tam jeszcze nie było. Tak samo czarodziejskie było wnętrze chatki i taka też była jej gospodyni. Na schodach prowadzących na pierwsze piętro, gdzie znajdował się nasz pokoik, stały stare kierpce góralskie, z nich wesoło wychylały główki kolorowe bratki, w oknach wisiały koronki, na ścianach gałęzie z rozmaitymi suszonymi liśćmi, w koszach wiklinowych spały zadowolone koty, w akwariach pływały rybki, a do tego wszystkiego bardzo, bardzo skrzypiała podłoga. I taki sam okazał się nasz pokoik z małym drewnianym balkonikiem...
No ale wszystkich chwil nie mogliśmy spędzić w tym niezwykłym miejscu (choć na pewno gdyby tak się stało, byłby to i tak jeden z najlepszych wyjazdów w góry). Pozostały tylko wczesne ranki no i długie wieczory.
Pogoda była umiarkowana, słońce rzadko przebijało się przez chmury, a krople deszczu od czasu do czasu uderzały o nasze kapturki. Na szczęście byliśmy dobrze przygotowani do tej wyprawy, bo - jak mówią producenci naszych kurtek - "nie ma złej pogody, jest tylko niewłaściwy ubiór" (z czym całkowicie się zgadzamy i pod czym - bez zmrużenia oka - podpisujemy).
Były spacery po dolinach, szczególnie dużo radości dały te po długo przez nas nieodwiedzanej Dolinie Białego i po raz pierwszy przebyta - Ścieżką nad Reglami - trasa do Kalatówek.
Najważniejsze jednak, bo dostarczające najwięcej wrażeń, były dwie wycieczki wysokogórskie - celem pierwszej z nich był Grześ, a drugiej huhuhu Kasprowy Wierch.
Zdobywanie Grzesia (1653 m npm), czyli zgodnie z gwarą podhalańską: "grzbietu", "grzędy", należało do bardzo sympatycznych (może z wyjątkiem konieczności przejścia niezwykle długiej Doliny Chochołowskiej, która w tym przypadku nie była celem sama w sobie) - jest on bowiem uważany za najłatwiejszy szczyt Tatr Zachodnich.
To tu po raz pierwszy spotkaliśmy zimę - jeszcze wtedy delikatną, pokrywającą bardzo cienką warstwą śniegu tatrzańskie zbocza.
Inaczej wyglądał szlak prowadzący na Kasprowy Wierch - przez ponad połowę drogi broczyliśmy w śniegu, choć tego dnia dane nam było spotkać większość pór roku - do Hali Kondratowej (1333 m npm) i na samej hali towarzyszyło nam ciepłe, letnie słoneczko, którego odczucie było nieco tłumione przez wiejący, szczególnie w lasach i zagajnikach, jesienny wiatr, ale po osiągnięciu Przełęczy pod Kopą Kondracką (1863 m npm) zanurzyliśmy się już w jednostajnym śnieżno-białym krajobrazie. Tak też przywitała nas Kopa Kondracka (2005 m npm) i taka też była dalsza 2-godzinna wędrówka na otulony chmurami Kasprowy Wierch (1987 m npm).
Polecamy szlak prowadzący z Kopy na Kasprowy - niezwykle bogaty w widoki wysokogórskie, jak pisze Nyka - jedne z najpiękniejszych w Tatrach.
Waypointy tutaj.
-->> Podróże
-->> Foto