Sztokholm - 05-07.10.2007



    O wyjeździe do Sztokholmu po raz pierwszy pomyśleliśmy wracając z Rodos. Skandynawia ciepłą jesienią? Czemu nie? Nie zwlekając długo, zarezerwowaliśmy bilety na 5 października.

Od samego początku wszystko było bardzo emocjonujące - po miesiącu znowu wzbijamy się w przestworza, lądujemy w zupełnie obcym kraju, na lotnisku odległym o ponad 100 km od Sztokholmu (Skavsta). Wygodnym autobusem Flygbussarna dojeżdżamy późną nocą do Sztokholmu, na Dworzec Centralny (T-Centralen). Stamtąd metrem przemieszczamy się do dzielnicy Husby, a potem już pieszo - przy pomocy GPS'a - trafiamy do hotelu. W sobotę rano budzi nas pochmurne niebo. Ta aura nie psuje nam jednak dobrych humorów - szybko zjadamy śniadanie, ciepło się ubieramy i wyruszamy na podbój stolicy Szwecji. Zgodnie z przewodnikiem zwiedzamy kolejne dzielnice Sztokholmu - Gamla Stan, i wyspę Skeppsholmen. Docieramy do wielu pięknych miejsc. Dookoła morze, a na nim - tyle ile maków wiosną na polach - statki, promy, jachty.
Z wielkim zainteresowaniem przyglądamy się uroczystej zmianie warty na dziedzińcu Pałacu Królewskiego (zawsze tuż po godzinie 12:00); bardzo miłe chwile dnia spędzamy na Rynku - otuleni pledami, pijemy gorącą czekoladę i podziwiamy otaczające nas kolorowe kamieniczki oraz budynek Akademii Szwedzkiej (tu wybiera się laureatów Nagrody Nobla z dziedziny literatury).
W godzinach popołudniowych spacerujemy uliczkami (Asogatan i Lotsgatan) poprowadzonymi przy drewnianych domkach zbudowanych w XVIII w. dla robotników portowych. Czytamy szyldy, zaglądamy przez okna i zastanawiamy się jak wyglądało tu życie kilkaset lat temu. Wieczorem nadal chodzimy, jeszcze raz odwiedzamy - o tej porze pięknie oświetlony - Rynek i udajemy się do kilku sklepów z pamiątkami i szwedzkimi drobiazgami (kupujemy wtedy naszej Martusi ślicznego łosia, ubranego w brązowo - granatową kamizelkę z nadrukowaną flagą Szwecji).
W niedzielę rano do naszego hotelowego pokoju zagląda słońce. Pakujemy nasze rzeczy, zakładamy plecaki na plecy i kontynuujemy pieszą wędrówkę po Sztokholmie. Zaczynamy od dojazdu metrem do Ostermalm, a potem maszerujemy na wyspę Djurgarden, do skansenu czyli pierwszego na świecie muzeum na wolnym powietrzu. Zwiedzamy tradycyjne domy skandynawskie oraz inne budynki: dwór, szkołę. W drukarni przyglądamy się, jak dawniej powstawały gazety, w piekarni próbujemy pysznych wypieków. Tworzy to niesamowitą atmosferę, jakby na chwilę można było przenieść się kilka wieków wstecz i móc wędrować główną ulicą małego miasteczka (cała obsługa ubrana jest w tradycyjne stroje z epoki). W skansenie podziwiamy też łosie, renifery i inne zwierzęta (widzieliśmy imponującą walkę niedźwiedzi brunatnych).

Późnym popołudniem, mimo że jest w nas duża chęć dalszego eksplorowania, przemieszczamy się na lotnisko do Skavsty, by stamtąd odlecieć do Katowic.

Tam - i to najważniejsze - czeka na nas Martusia.

Już za parę dni udostępnimy szczegółową mapę z wyprawy do Sztokholmu.




-->> Podróże
-->> Foto




  :: Strona główna :: :: Martusia :: :: Fotografie :: :: Podróże :: :: Mapa :: :: Własny kąt :: :: Projekty :: :: Wsparcie :: :: Księga gości :: :: My :: :: Kontakt ::
|| © 2004-2008 Autorzy pokluda .  net || Mapa serwisu ||